O co chodzi?

6 minut. Tyle, ile starcza na obejrzenie 1/15 półtorejgodzinnego filmu. Albo na jeden utwór muzyczny, bo na drugi to już nie starcza, chyba że jest bardzo krótki któryś z nich. Ale jak oba są długie to nawet na jeden nie starcza, więc w ogóle nie warto.

6 minut, za to dwóch autorów. Jeden z nich ma na imię Andrzej, drugi Stanisław. Piszą albo szybko, albo wolno, zależy od natchnienia. Zawsze dokładnie 6 minut. Teraz też. Wyjdzie trochę mniej niż zwykle pewnie, bo kot dobiera się do rogala świętomarcińskiego. Tak, jesteśmy z Poznania. Tak naprawdę to z Lubonia i Suchego Lasu, choć w sumie to nie z Suchego Lasu, tylko jeden z Lubonia, a drugi z Poznania.

No i tak wymyśliliśmy, że to będzie 6 minut. Tak jakoś wyszło. Ja coś napisałem, on powiedział, że głupie i że mam pięć minut, żeby napisać lepsze, bo mnie zwolni, no i napisałem, ale w sześć. I już tak zostało.

Oczywiście tamto było absurdalne i na temat, tutaj też tak będzie – absurdalnie i na temat. Tylko różny temat, często losowy, zawsze bez sensu i w ogóle nie wiadomo po co. Dla ćwiczenia.

6 minut pisania, zero minut myślenia, nienawidzimy multitaskingu.

Andrzej i Stanisław

6 minut lubią też poświęcić:

One thought on “O co chodzi?

  1. Myklosz pisze:

    Cześć. Nazywam się Monika
    To nieprawda, jestem waszym znajomym. Teraz odkryłem tę stronę. Staram się pisać poprawnie, mimo tykającego niemiłosiernie cicho tajmera. Co mi przychodzi na myśl? Jakie 6 minut z ostatniego okresu było najprzyjemniejsze.
    Oto i ono. Kebab w jakiejś dzielnicy Berlina. Czekasz 15 minut w kolejce, zawsze ona jest. Świadczy to o klasie jedzenia, bynajmniej nie tym, że brak lokali dookoła. Ale jeszcze nie odliczasz czasu, choć już jest miło. Obserwujesz panów z wąsami jak napieprzają warzywa do mięcha i do buły, albo do tortilli. Patrzysz i apetyt rośnie. Ale to jeszcze nie ta chwila. Otwierasz piwko, pierwszy łyk… JEszcze nie włączasz licznika. Chwilę potem, dostajesz upragrniony kawał mięcha. Z nim warzywa, pieczone i świeże, gorące i zimne, na to twaróg. Chwilę jesz, i włączasz zegar.
    Mija parę minut doskonałem uczty. Jesz posiłek, który swoją prostotą a zarazem wyrafinowaniem (!) rysuje mocny znak w pamięci. Kończysz, nie jesteś nawet bardzo upaprany. Zaczynasz wolnym krokiem podążać wzdłuż ciemnej ulicy, oddalasz się od budki.

    Popijając piwko, wyjmujesz jointa. Niigdy wcześniej w moim życiu nic tak pięknie się nie komponowało. Idealne połączenie trzech stanów skupienia
    kebab, piwo, majonez.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: