Category Archives: kariera

2396950000000000$

Czy to dużo, czy mało pieniędzy? Podobno tyle wytworzyli ludzie przez cały swój pobyt na Ziemi. Wytworzyli, wymyślili, wyspekulowali – whatever.

Wydaje się, że mało. Jak to, ludzie, tylko tyle?! Wszystkie budynki, cuda techniki, wahadłowce latające w kosmos, tysiące lat zbrojeń, jedzenia itp.

Na jedną (żyjącą) osobę wypadałoby jakieś 30mln$. Oczywiście gdyby taki podział miał jakikolwiek, najmniejszy choćby sens. Bo nie ma. Nie ma możliwości, żeby nagle 7 miliardów ludzi zdecydowało „Stop! Nie rozwijamy się dalej, zatrzymujemy się, spieniężamy wszystko i wreszcie korzystamy”.

Drugi powód, dla którego takiej możliwości nie ma – te pieniądze nie istnieją. Nie ma żadnych dolarów, za które nie można kupić żadnych BigMaców. Wszyscy żyjemy w wielkim ekonomicznym kłamstwie, z którego nie ma realnej ucieczki.

Więc cieszmy się, bo każdy z nas przez 200 tysięcy lat trwania homo sapiens sapiens zarobił po 30 milionów zielonych, z których nie może wydać nawet jednego dolara. Bo każdy z nich jest inwestowany w robienie dalszych.

Większego absurdu w sześć minut chyba nie się napisać.

Reklamy

Nie jestem zmywarką

Wracam do domu, 16:30, półtorej godziny w autobusie spędziłam, bo jakiś debil wjechał na tory na moście Rocha.

Już na wejściu mąż przywitał mnie barytonowym beknięciem. Dwa dni temu wywalili go z fabryki kotłów gazowych i rano dostał równowartość trzech pensji, co postanowił celebrować opiciem się Żubrami.

Ugotowałam ziemniaki, zrobiłam schabowego. Obżarł się mąż, obżarła się córka i synek i poszli spać zostawiając mnie z górą naczyń.

Po czterech godzinach zmywania cały czas przede mną piętrzył się przede mną stos talerzy, szklanek, grill i brytfanna. Córeczka przyszła do mnie i poprosiła mnie, żebym jej poczytała.

-Nie mam czasu – mówię. A ona w płacz.

Zmywam kolejną godzinę, mówię do siebie, że pierdolę, że jestem kobietą, nie zmywarką. Rzuciłam gąbkę na ziemię i poszłam czytać bajkę dziecku.

_______

Dzisiejsze 6 minut sponsorował Calgonit i Bosch.

Człowiek-pająk

Marcin cierpiał na zespół Pinokia-Parkera. To rzadkie schorzenie genetyczne polegające na tym, że wraz z każdym wypowiedzianym kłamstwem wyrasta nowa kończyna. Marcin przekonał się o tym, kiedy na lekcji polskiego w II klasie szkoły podstawowej powiedział, że nie napisał wypracowania, bo był najebany jak szpadel przez cały tydzień. Tak naprawdę po prostu o tym zapomniał, ale bał się przyznać. Tak czy inaczej, tego dnia Marcin wrócił do domu o trzech nogach.

Przez następne dwadzieścia lat życia pilnował się jak tylko mógł obawiając się kolejnych kończyn. Niestety, na jednej z rozmów kwalifikacyjnych Marcin został zapytany o to, gdzie widzi się za następne pięć lat. Mimo, że marzył o prowadzeniu własnej działalności, powiedział osobie prowadzącej rozmowę, że chciałby być wysoko postawionym pracownikiem w ich firmie. W tym momencie wyrosła mu druga lewa ręka, co sprawiło, że nie wypadł najlepiej.

Dziś pracuje w kiosku i jest powszechnie uważany za dziwaka, bo zawsze proponuje ludziom Nasz Dziennik, kiedy kupują prezerwatywy.