Category Archives: lifestyle

Ausland 2

Pisałem już gdzieś o tym oraz, co więcej, jak to teraz dokładniej opiszę, to pewnie też się tam pojawi. Sprawdzę to.
Dziewczyna weszła spóźniona do sali ze zbyt dużym papierowym kubkiem zapewne niedobrej kawy ze stój-kawiarni, jak to mówią Niemcy. Za nią wszedł PIES. „Cóż to za PIES”, pomyślał każdy kto go dostrzegł. Z pewnością dostrzegła go pani juniorprofessor, mówiąca w tym momencie o doniosłości filmoznawczych tez Kracauera. Zwierzę o ładnej kremowej maści i mądrych oczach posłusznie podążyło za swoją panią, oboje zajęli miejsca w pierwszym rzędzie, dokładnie naprzeciw ambony kontynuującej dzielnie swoją wypowiedź pani docent. Ich, to znaczy psa i referentki, spojrzenia musiały się spotkać przynajmniej dwa razy, na taką obserwację pozwalał mi mój punkt widzenia. To musiało być coś znacznie więcej niż spotkanie oko w oko z krową, które zdarzało się polskim emigrantom w Argentynie. To była wymiana spojrzeń między Nauką a Naturą. Niemiecka partia Zielonych byłaby wniebowzięta. PIES w pozycji ‚siad!’ wysłuchał do końca wykładu o ocaleniu fizycznej realności, z krótką przerwą na obwąchanie butów sąsiadów z pierwszego rzędu. Bezwzględnie wykonał swój instynktowny obowiązek w miejscu, w którym instynkt jest zdecydowanie verboten. Na koniec, w trakcie pokazu fragmentu filmu, PIES przyległ do podłogi, a jego pani rozkosznie głaskała go po karku. Z chwilą zakończenia wykładu nastąpił typowy dla wszelkich zgromadzeń chaos masowego wychodzenia, na moment wszyscy stali się modną posthumanistyczną masą gdzie PIES to też człowiek. Cieć opiekujący się salą wyprosił mnie jako ostatniego wychodzącego.

Reklamy

Nie jestem zmywarką

Wracam do domu, 16:30, półtorej godziny w autobusie spędziłam, bo jakiś debil wjechał na tory na moście Rocha.

Już na wejściu mąż przywitał mnie barytonowym beknięciem. Dwa dni temu wywalili go z fabryki kotłów gazowych i rano dostał równowartość trzech pensji, co postanowił celebrować opiciem się Żubrami.

Ugotowałam ziemniaki, zrobiłam schabowego. Obżarł się mąż, obżarła się córka i synek i poszli spać zostawiając mnie z górą naczyń.

Po czterech godzinach zmywania cały czas przede mną piętrzył się przede mną stos talerzy, szklanek, grill i brytfanna. Córeczka przyszła do mnie i poprosiła mnie, żebym jej poczytała.

-Nie mam czasu – mówię. A ona w płacz.

Zmywam kolejną godzinę, mówię do siebie, że pierdolę, że jestem kobietą, nie zmywarką. Rzuciłam gąbkę na ziemię i poszłam czytać bajkę dziecku.

_______

Dzisiejsze 6 minut sponsorował Calgonit i Bosch.

Promocja ma zapach benzyny

Jedna z popularnych stacji benzynowych, której nazwy nie mogę wymienić, wpadła na świetny pomysł. Przy zakupie pięciu kaw, szósta jest gratis. Dla wszystkich śmiertelnie uzależnionych od kawy, to promocja ratująca życie. Nie wiem, dlaczego nie mogli przy zakupie ośmiu kaw dawać dwie kolejne gratis. Wydaje mi się, że taki bonus przyciągnąłby jeszcze więcej klientów. Jednak w tym momencie w głowie rodzi się pytanie: czy oni dolewają benzyny do tej kawy? Czy to tylko wyśmienita kawa, czy kawa z olejem opałowym? Nie wiem, co lepsze. Kupić 5 kaw, szóstą dostać w prezencie, wypić je, potem kupić 8 kaw, dwie dostać w prezencie, wszystkie wlać do baku i jechać dokąd oczy poniosą. Poza tym nie napisali, czy promocje się łączą. Kupić 5 kaw, 6 gratis, dokupić 2, żeby było 8, dwie kolejne gratis. Doskonałe pomysły na promocje z 6 kawami nie przestają zadziwiać. Opłaca się kupić pięć kaw po prostu. Gdyby przy zakupie 10 hot dogów dodawali 2 gratis, nie tankowałbym nigdzie indziej. Poza tym nie będę ukrywał, że noszę w sobie uraz do pizzerii na telefon. Mam nadzieję, że ta stacja wyprze je z rynku. Sklepy spożywcze też. No i Star Bucks przede wszystkim.

Wiersz

Jakub postanowił, że napisze wiersz. Nie jest to proste zadanie, zwłaszcza dla Jakuba, który nigdy w życiu nic nie napisał, a już na pewno nie napisał wiersza. Jednak Jakub potrafił się mocno uprzeć, no i zabrał się za pisanie wiersza.

Oczywiście, nie od pisania zaczął. Żeby napisać dobry wiersz potrzeba coś więcej. Najpierw należy dobrze poznać świat i zrozumieć życie. To przynajmniej wydało się Jakubowi dość proste. Miał w końcu 57 lat, wcześniejszą emeryturę i milionowy spadek po wujku z Ameryki. Spełniał wszystkie warunki potrzebne do dobrego poznania świata i zrozumienia życia. Nie tracił więc zbyt dużo czasu, od razu zabrał się za przygotowania do powyższych.

Wydał właściwie wszystkie pieniądze, które dostał ze spadku. Zaciągnął dwa kredyty i wziął pożyczkę z Prowidenta. Pieniądze w ten sposób zgromadzone wykorzystał bardzo efektywnie. Najpierw pięć lat poznawał świat. Był wszędzie, wszystko zrozumiał, wszystko poznał. Następnie zabrał się za trudniejsze zadanie – rozumienie życia. Ale i to mu się udało! Spędził dziesięć lat na wertowaniu wszystkich najmądrzejszych książek i zrozumiał.

Niestety. Nie napisał wiersza, bo zmarł na zawał pięć minut przed chwyceniem za ołówek.

Chleb powszedni

Pan Zbigniew siedział w pracy i zastanawiał się, co zjeść. Nie wiedział, czy dziś kolej na drożdżówkę z makiem czy na suchego rogala. Nie miał wiele czasu na podjęcie decyzji. Za chwilę ruszał kolejny tramwaj, który tylko czekał, aż Zbigniew da mu zielone światło. Praca w zajezdni była dla niego chlebem powszednim, dlatego perspektywa rogala zaczynała przegrywać z marzeniem o słodkiej drożdżówce. Starszy motorniczy Tomasz właśnie wybierał się do sklepu. Nie lubił Zbigniewa, czuł się przez niego regularnie oszukiwany. Chciał zaskarbić sobie łaskę kolegi, kupując mu drugie śniadanie. Miał nadzieje, że tym razem mu się uda, i nie pomyli piekarni z przystankiem autobusowym. Ostatnim razem zamiast kupić pieczywo, zapatrzył się w nową tabliczkę z rozkładem jazdy. Poczuł, że tym razem znowu się nie uda. Musiał się wypróżnić. W tym momencie Zbigniew nacisnął przycisk. Tramwaj wciąż nie odjeżdżał. Zniecierpliwieni pasażerowi zaczęli pluć na chodnik. Starsza pani umarła na zawał.

1 z 5 000 000

Dzień w dzień wstaję o 6:45, myję zęby (te które mi zostały), a puste miejsca uzupełniam protezą. Potem muszę wypić mocną kawę rozpuszczalną i zjeść dwie kromki chleba z żółtym serem oglądając „Kawę czy herbatę”.  Co prawda lekarz mi zakazał kawusi, ale jeśli nie zaserwuje sobie rano rozpuszczonej siekiery to potem nie funkcjonuje mi perystaltyka jelit.

Następnie opuszczam swoje 45-cio metrowe mieszkanko i udaję się do pobliskiego parku. Mam płaszcz, 40 letni prochowiec, i niezależnie od pogody jestem w niego przyodziany. Lubię mieć postawiony na sztorc kołnierzyk i przyciemnione okulary w grubych oprawkach.

Codziennie stoję oparty o inne drzewo i wyczekuję, aż przejdzie moja ofiara. Najczęściej jest to jakaś nieznająca życia licealistka. Kiedy mnie mija zaczynam wydawać z siebie dziwne dźwięki i machać ręką pod płaszczem na wysokości pasa. Wtedy dziewczyna myśli, że jestem publicznym onanistą albo gwałcicielem i ucieka z krzykiem.

Jestem jednym z 5 000 000 emerytów w tym kraju. Nudzę się jak cholera.