Zakupy

To oczywiste. Nie kupuję kawy w kawiarni. Kupuję siedzącego na jednym z paryskich bulwarów Jean-Pierre’a Léaud’a, który dopiero co wydobył się z objęć matki, aby za chwilę trafić w objęcia dziwki. Nie kupuję szalika w kratę. Kupuję za to deszczowe popołudnie, obserwowane sprzed bramy jednego z wziętych brytyjskich uniwersytetów. Nie kupuję sera. Kupuję krowę na górskiej łące, w kraju tajemniczej bankowości. Nie kupuję samochodu. Kupuję etos niemieckiej motoryzacji, dostojną jazdę po trzypasmowej autostradzie i słuchanie Prince’a z kasety. Nie kupuję biletu do opery. Kupuję ulotne momenty kampowego rozwydrzenia.

Już dawno przestałem kupować przedmioty. Kupuję wyłącznie narracje.

Rysunek

Ostatnio opisywałem, co bym rysował. Teraz (dla równowagi) przez 6 minut rysowałem to, co chciałbym napisać:

myślina

Myślina. Ślina z myśli. Daje tylko to co na język przyniesie myśl. A co jeśli nie przyniesie? Nic. Nie ma takiej możliwości. Jest tylko myśl ciągła myśl zawsze myśl wszędzie tylko myśl myśl.

Wszystko się porusza, nie ma żadnego przystanku, nie ma żadnego sensu. Myślina nie zatrzymuje się na kilka kęsów sensu. Nie może, nie potrzebuje, nie chce. To jest straszne, tak. Fatalizm pełną gębą. Jej istota leży poza nią, we wszystkim, w świecie. Eidos o nieco wyższym stopniu ogólności – rodzajowe, dziedzinowe.

Myślina nie jest stołem, nie jest krzesłem, ptakiem, człowiekiem. Nie jest też złem, dobrem, poprawnością, sprawiedliwością. Nie. Myślina jest niczym, niebytem. Nie może istnieć, ale wciąż napędza. Pusta nazwa.

Jeśli nic się za tym nie kryje, to po co takie dysputy? Dlaczego? Nie ma czasu tego tłumaczyć. Nic tu już nie będzie takie jak było. Wszystko zniknie, wszystko jest wszystkim, wszystko jest niczym. Nic jest niczym. Nie można tak mówić, myślina nie nadąża. Hahaha, to niemożliwe, myślina musi nadążać, wyprzedzać, zagarniać, popychać, zabijać.

Tak, nie ma innej możliwości, myślina musi stać się najwyższym bytem, prędzej, prędzej! Gdyby Platon to usłyszał, pewnie by się oburzył albo zmarł na zawał. Tak nie może być. Myślina zwycięża.

—————————————————–

Obiecuję, że ostatni raz piszę z nudów na zajęciach z filozofii współczesnej. Za tydzień Heidegger.

 

Kalambury pisane

Zagrajmy w kalambury. Wyobraź sobie, że rysuję i spróbuj zgadnąć. Na końcu masz odpowiedzi.

I. Rysuję koło. Jedno, drugie. Do tego na tych kołach jakby taki prostokąt. I siedzi jeden pamperek z przodu, a drugi z tyłu. I ten drugi ma chustę. Do tego prostokąta z kołami przyczepione linami jest coś, co wygląda jak pies. Ale nagle dostrzegasz, że ten pies ma irokeza. Czy to koń? Może… Teraz zakreślam pampra w chuście i rysuję strzałkę tak, jakby nie siedział już na tym prostokącie.

II. Rysuję zwierzę. Ma kształt kaczki, niby takie jakieś skrzydełko z boku, płetwy, dziób i zeza.

III. Rysuję pamperka z wielką szczęką i okularach przeciwsłonecznych. W dłoni trzyma pistolet. Skreślam to, chyba mi nie wyszło. Potem rysuję jakby taki kocioł i z tego kotła wystaje ręka z kciukiem uniesionym do góry. Zawartość kotła zdaje się być bardzo gorąca, bo narysowałem parę bąbelków. Rysuję nad tym jeszcze taką rampę, a na niej dwóch ludzików. Jedne mały, a drugi w długich włosach.

Odpowiedzi:

I. „Baba z wozu, koniom lżej”

II. „Kaczka”

III. „Terminator 2”

Promocja ma zapach benzyny

Jedna z popularnych stacji benzynowych, której nazwy nie mogę wymienić, wpadła na świetny pomysł. Przy zakupie pięciu kaw, szósta jest gratis. Dla wszystkich śmiertelnie uzależnionych od kawy, to promocja ratująca życie. Nie wiem, dlaczego nie mogli przy zakupie ośmiu kaw dawać dwie kolejne gratis. Wydaje mi się, że taki bonus przyciągnąłby jeszcze więcej klientów. Jednak w tym momencie w głowie rodzi się pytanie: czy oni dolewają benzyny do tej kawy? Czy to tylko wyśmienita kawa, czy kawa z olejem opałowym? Nie wiem, co lepsze. Kupić 5 kaw, szóstą dostać w prezencie, wypić je, potem kupić 8 kaw, dwie dostać w prezencie, wszystkie wlać do baku i jechać dokąd oczy poniosą. Poza tym nie napisali, czy promocje się łączą. Kupić 5 kaw, 6 gratis, dokupić 2, żeby było 8, dwie kolejne gratis. Doskonałe pomysły na promocje z 6 kawami nie przestają zadziwiać. Opłaca się kupić pięć kaw po prostu. Gdyby przy zakupie 10 hot dogów dodawali 2 gratis, nie tankowałbym nigdzie indziej. Poza tym nie będę ukrywał, że noszę w sobie uraz do pizzerii na telefon. Mam nadzieję, że ta stacja wyprze je z rynku. Sklepy spożywcze też. No i Star Bucks przede wszystkim.

Człowiek-pająk

Marcin cierpiał na zespół Pinokia-Parkera. To rzadkie schorzenie genetyczne polegające na tym, że wraz z każdym wypowiedzianym kłamstwem wyrasta nowa kończyna. Marcin przekonał się o tym, kiedy na lekcji polskiego w II klasie szkoły podstawowej powiedział, że nie napisał wypracowania, bo był najebany jak szpadel przez cały tydzień. Tak naprawdę po prostu o tym zapomniał, ale bał się przyznać. Tak czy inaczej, tego dnia Marcin wrócił do domu o trzech nogach.

Przez następne dwadzieścia lat życia pilnował się jak tylko mógł obawiając się kolejnych kończyn. Niestety, na jednej z rozmów kwalifikacyjnych Marcin został zapytany o to, gdzie widzi się za następne pięć lat. Mimo, że marzył o prowadzeniu własnej działalności, powiedział osobie prowadzącej rozmowę, że chciałby być wysoko postawionym pracownikiem w ich firmie. W tym momencie wyrosła mu druga lewa ręka, co sprawiło, że nie wypadł najlepiej.

Dziś pracuje w kiosku i jest powszechnie uważany za dziwaka, bo zawsze proponuje ludziom Nasz Dziennik, kiedy kupują prezerwatywy.

Wiersz

Jakub postanowił, że napisze wiersz. Nie jest to proste zadanie, zwłaszcza dla Jakuba, który nigdy w życiu nic nie napisał, a już na pewno nie napisał wiersza. Jednak Jakub potrafił się mocno uprzeć, no i zabrał się za pisanie wiersza.

Oczywiście, nie od pisania zaczął. Żeby napisać dobry wiersz potrzeba coś więcej. Najpierw należy dobrze poznać świat i zrozumieć życie. To przynajmniej wydało się Jakubowi dość proste. Miał w końcu 57 lat, wcześniejszą emeryturę i milionowy spadek po wujku z Ameryki. Spełniał wszystkie warunki potrzebne do dobrego poznania świata i zrozumienia życia. Nie tracił więc zbyt dużo czasu, od razu zabrał się za przygotowania do powyższych.

Wydał właściwie wszystkie pieniądze, które dostał ze spadku. Zaciągnął dwa kredyty i wziął pożyczkę z Prowidenta. Pieniądze w ten sposób zgromadzone wykorzystał bardzo efektywnie. Najpierw pięć lat poznawał świat. Był wszędzie, wszystko zrozumiał, wszystko poznał. Następnie zabrał się za trudniejsze zadanie – rozumienie życia. Ale i to mu się udało! Spędził dziesięć lat na wertowaniu wszystkich najmądrzejszych książek i zrozumiał.

Niestety. Nie napisał wiersza, bo zmarł na zawał pięć minut przed chwyceniem za ołówek.

Spacer

Poszedłem na spacer. W pewnym momencie zorientowałem się, że on idzie tuż za mną. Zwolniłem kroku. Właściwie nie wiedziałem, co mam zrobić w takiej sytuacji, spanikowałem. Zatrzymałem się, wyciągnąłem telefon i nagle zacząłem jeść kanapkę.

To go speszyło. Kiedy człowiek wyciąga telefon, to od razu wiadomo, że coś z nim zrobi. Nikt nie spodziewa się, że osoba którą się śledzi, zacznie w tym momencie jeść kanapkę. Mam zamontowane lusterko wsteczne pod daszkiem czapki, więc mogłem obserwować jego reakcję. Zdębiał. Tak można to określić. Zaczął się z niego lać zimny pot. Nagle, niespodziewanie dla mnie (może też dla siebie) odwrócił się w lewo o 45 stopni i zaczął krzyczeć „Sarny! Sarny!” z dziesięciosekundowymi przerwami między kolejnymi okrzykami. W czasie przerw wyciągał z kieszeni balonik, nadmuchiwał go i spuszczał z niego powietrze. Wszystko to zawsze w dokładnie 10 sekund.

Tego już był zbyt wiele. Odwróciłem się i powiedziałem „Słuchaj stary, to nie ma nic wspólnego z Tobą. Daj mi w spokoju jeść kanapkę!” Myślałem, że zemdleje ze strachu. Uciekł, nie oglądając się za siebie.

Ale ja i tak do dziś nie jestem już sobą.

Nie mam prądu w pracy

Wysiadł prąd w pracy. Nie działają komputery i routery. Wstaję od biurka, przecieram oczy, wychodzę na korytarz. Tam spotykam resztę zagubionych współpracowników. Małe zaniepokojenie zmienia się w chaos, są pierwsze ofiary. Pan Jacek z handlowego pobił Mariusza z magazynu, nie wiadomo o co poszło. Biegamy po firmie, każdy próbuje okiełznać sytuację. Wpadam na panią Grażynę z kadr, zderzyliśmy się czołami. Chwila płaczu, zaraz potem radość – zakochaliśmy się w sobie. Konsumujemy swój związek, kiedy nagle przerywa nam Marek – informatyk. Podbiega do nas jedząc surowe mięso, nie wiadomo gdzie je znalazł. Wyganiam go miotłą.

W międzyczasie zerwaliśmy z Grażyną, ten związek nie miał przyszłości. Prezes chciał zadzwonić na policję, bo Mariusz nie oddycha, ale nie ma w firmie żadnego telefonu nie-na-prąd. Chaos trwa. Jacek z handlowego zniknął, pewnie czai się gdzieś w którymś z kantorków czyhając na kolejną ofiarę. Ktoś wyskoczył z okna na parterze, leży w krzakach.

O, jest prąd.

Koło dla ludzi

Nie od dziś wiadomo, że wzór na pole koła wynosi 2Pi+1. Odkrycie to zawdzięczamy słynnemu matematykowi, zmarłemu przed 2 tysiącami lat. Ukrzyżowany za niepodpisywanie osi i opuszczanie nawiasów, dopiero po ponad dwóch milleniach od śmierci doczekał się chwały. Jego dokonania pozwoliły wkroczyć cywilizacji w nową fazę. Dzięki niemu udało się skonstruować koło dla ludzi. Koło dla ludzi jest urządzeniem pozwalającym na poruszanie się na kole, zamiast na nogach. Przytraczane z prawej strony kolana, koło dla ludzi zmieniło nasze życie. Jego używanie to tzw. egotuning – pozwala na szybsze odnalezienie się w każdej sytuacji. Takie koło wystarczy tylko kupić i przykręcić do nogi. Ludzie na kołach nie są już niczym nadzwyczajnym. Na zachodzie, skąd niedawno wróciłem, codziennością są już miasta na kołach. Ludzie nie jadą do miasta, tylko miasto jedzie do nich. Wystarczy stanąć na przystanku. Koło dla miast z pewnością zmieniło oblicze współczesnego transportu. Kto wie, może niedługo samochody będzie można zobaczyć tylko w muzeum.